Czego menedżerowie mogą nauczyć się od artystów? O intuicji, bieli płótna i odwadze tworzenia

Zapach świeżo parzonej kawy, miękkie światło wpadające przez okno pracowni i ta wyjątkowa, intymna cisza, która towarzyszy mi, gdy dotykam nowej belki szlachetnego materiału. Ktokolwiek choć raz próbował stworzyć coś od serca – nieważne, czy to obraz, zarys kolekcji, czy nowa rzeźba – doskonale zna ten moment. To piękna, choć poruszająca mieszanka ekscytacji z cichym lękiem. Czysta karta, która czeka na naszą opowieść.

Przez lata budowania mojej autorskiej marki premium Kate Zee, łączenia ról projektantki, dyrektor kreatywnej i po prostu kobiety zarządzającej biznesem, odkryłam coś bardzo mi bliskieg. Ta pusta przestrzeń, która potrafi onieśmielić na początku drogi twórczej, to dokładnie to samo miejsce, w którym każdego dnia stają współcześni menedżerowie, dyrektorzy i liderzy zespołów. Różnica tkwi jedynie w rekwizytach. Zamiast szpilek, nożyc krawieckich czy ołówka, trzymają w rękach strategie i wykresy, a ich „białym płótnem” staje się nieprzewidywalny, dynamiczny rynek.

Katarzyna Zmuda-Trzebiatowska ubrana w różową marynarkę siedzi przy stoliku

Dla projektanta najpiękniejszy a zarazem najbardziej wymagający jest początkowy moment. Stoisz przed czystym arkuszem papieru albo nietkniętym jedwabiem. Nie ma jeszcze formy, nie ma linii, nie masz pewności, jak ta konkretna wełna czy kaszmir ułoży się na kobiecej sylwetce. Jest tylko Twoja wewnętrzna wizja i ryzyko, że coś pójdzie nie tak.

W dokładnie takim samym punkcie stają liderzy w swoich firmach. Kiedy rzeczywistość zaskakuje, kiedy stary plan przestaje działać i trzeba napisać strategię na nowo, nie ma gotowych instrukcji ani bezpiecznych szablonów. Często paraliżuje nas wtedy lęk – czekamy na idealny moment, na jeszcze jeden raport, na stuprocentową pewność. Moja praca z tkaniną nauczyła mnie jednak, że ten idealny moment nigdy nie nadchodzi, a czekanie odbiera nam energię.

Kiedy zakładałam Kate Zee, świat mody masowej powtarzał: szybciej, taniej, więcej, podążaj za każdym chwilowym trendem. Moje serce i artystyczna dusza szeptały zupełnie coś innego: zwolnij, postaw na jakość, stwórz dla kobiet bezpieczną, ponadczasową przystań w postaci świadomej szafy kapsułowej. Pójście pod prąd było twardą decyzją biznesową, ale podjętą z pełnym zaufaniem do własnej intuicji. Odwaga tworzenia w przywództwie to właśnie zdolność do wykonania pierwszego, małego kroku, nawet jeśli nie widzimy jeszcze całego projektu. Ruch daje strukturę, a z chaosu rodzi się piękno.

Przez całe lata świat biznesu uczył nas, że dobre decyzje rodzą się wyłącznie w chłodnej głowie, a emocje i intuicję należy zostawić za drzwiami biura. Dla mnie, jako projektantki, intuicja to jednak najwspanialsze i najbardziej niezawodne narzędzie. To ten cichy głos, który podpowiada mi, kiedy proporcje płaszcza są idealne, który odcień głębokiej czekolady czy ciepłego beżu poruszy serca kobiet i jak połączyć zmysłową elegancję z nieskrępowaną, codzienną wygodą.

Głęboko wierzę, że intuicja w przywództwie nie ma nic wspólnego z magią. To po prostu najczystsza forma mądrości naszego serca i mózgu, która błyskawicznie przetwarza tysiące naszych życiowych doświadczeń, spotkań z ludźmi, przeczytanych książek, a także porażek, które nas ukształtowały.

Kiedy jako menedżer stajesz przed trudnym wyborem, a wszystkie analizy na ekranie komputera przeczą sobie nawzajem, zatrzymaj się na chwilę, weź głęboki oddech i posłuchaj siebie. Ufanie własnemu głosowi pozwala nam wyprzedzać trendy i dostrzegać ścieżki tam, gdzie inni widzą tylko mur. W Kate Zee wsłuchiwanie się w intuicję wielokrotnie chroniło mnie przed ślepymi zaułkami masowego rynku.

Proces tworzenia czegokolwiek bywa kapryśny. Zdarza się, że prototyp sukienki nie układa się tak, jak go sobie wymarzyłam. Szew ucieka, materiał układa się inaczej pod palcami, a misterny plan rozpada się na stole krawieckim. W klasycznym zarządzaniu błąd to porażka, strata budżetu i powód do szukania winnych.

Sztuka i rzemiosło patrzą na to zupełnie inaczej – z ogromną czułością i wyrozumiałością. Niejednokrotnie to, co w pierwszej chwili wydawało mi się błędem lub przypadkowym przesunięciem linii, po zmianie perspektywy i dodaniu odrobiny miękkości stawało się najbardziej intrygującym, flagowym detalem ubrania. Czymś, co nadawało mu duszę.

Dla współczesnego lidera to bezcenna lekcja. Jeśli chcemy tworzyć zespoły, w których ludzie rozkwitają i nie boją się proponować odważnych rozwiązań, musimy zamienić kulturę strachu na kulturę ciepłego eksperymentu. Pozwólmy sobie i innym na potknięcia. Prawdziwy lider-artysta potrafi zaimprowizować, kiedy rzeczywistość przynosi „krzywe cięcie” i z pełną gracją przekuć to w nową, nieoczekiwaną wartość dla całej organizacji.

Katarzyna Zmuda-Trzebiatowska w czarnej blizce i białej spódnicy podpiera dłonią głowę i patrzy w obiektyw

Połączenie biznesowej odpowiedzialności z artystyczną wrażliwością i wolnością dało mi w życiu ogromną lekkość. Wierzę głęboko, że w każdym menedżerze drzemie twórca, który tęskni za tym, by wyjść poza sztywne, chłodne ramy. Współczesny świat nie potrzebuje już bezdusznych wykonawców procedur – potrzebuje liderów z pasją, z odwagą w sercu i zmysłem twórczym.

Jeśli czujesz, że w Twojej codzienności zawodowej brakuje przestrzeni na oddech, a struktury zaczynają Cię uwierać jak za ciasny gorset – zatrzymaj się. Spójrz na swoje przywództwo jak na wyjątkowy projekt, który możesz uszyć zupełnie po swojemu, z najpiękniejszych i najszlachetniejszych wartości.

Zdjęcia: główne – Gemini; w tekście – własne autorki