Zatrzymane w czasie, czyli o magii w obiektywie
Kiedyś zdjęcia miały to „coś”, co przyciągało wzrok. A tą sztuką zajmowali się nieliczni. Dziś każdy ma aparat przy sobie i robimy zdjęcia w nieprzeciętnej ilości, ale żadne lub niewiele z nich ma „duszę” i klimat. Fotografia to niezwykle artystyczna profesja, która niewątpliwie daje niesamowitą satysfkację. O magii w obiektywie rozmawialiśmy z Martą Pietrzyk.
Marta jest właścicielką i twórczynią marki. Fotografka, projektantka ubiorów i architekt krajobrazu. Swoje wykształcenie i umiejętności łączy z pasją w artystycznych kadrach. Tworzy ekskluzywne sesje zdjęciowe ludzi, w jej autorskich strojach, z nietypowymi zwierzętami jak jelenie, sowy, lisy, kruki, konie. Nieodłącznie w sesjach towarzyszy jej mąż Damian, szczególnie operując kamerą i światłem na planach zdjęciowych. Tworzą idealny duet partnerów w życiu i kadrze – Zielonym Kadrze, bo w głównej mierze są to sesje plenerowe, ale i studyjne. Ich wzbogacone o pasję doświadczenie w sesjach łączy w sobie profesjonalizm i swobodę.
Redakcja: Chociaż wiele osób deklaruje, że interesuje się modą czy fotografią, to tak naprawdę, często jest to bardzo powierzchowne i przemija z biegiem lat. A jak to było z Tobą, kiedy u Ciebie zrodziła się pasja do mody i fotografii?
Marta Pietrzyk: Od małego dziecka interesowała mnie moda. Kochałam przebierać się w sukienki mamy i przymierzać o wiele za duże szpilki. Pozwalała mi na to i nigdy nie stawała na mojej drodze do realizowania pasji nawet, a może i przede wszystkim, poprzez zabawę. Będąc w szkole podstawowej, założyłam zeszyt z projektami ubiorów, pełen autorskich, kolorowych szkiców kreacji, którym nadawałam niepowtarzalne nazwy. Właśnie u dzieci zaczyna pracować instynkt, co kochamy robić i do czego dążymy. Jednak nadal szukałam kropki nad „i”. Z początku rodzinny aparat na kliszę był nieodłączną częścią moich wycieczek szkolnych. Następnie, gdy weszły „cyfrówki”, zabierałam koleżanki z klasy na sesję. Łączyłam modę z fotografią i pasją do natury, aż w końcu padło pytanie w tej hobbistycznej karuzeli – „jaki jest koszt sesji u pani?”. Tak się zaczęło na poważnie.
R: Miałam przyjemność spotkać Cię podczas wydarzenia Moda na Peronie. Także na Twojej stronie widziałam efekty sesji zdjęciowych i jestem zachwycona. Powiedz, proszę, czym aktualnie się zajmujesz, jakie projekty realizujesz?
MP: Stworzyłam markę Zielony Kadr Marta Pietrzyk. Jestem fotografem artystycznym i projektantką autorskich kostiumów do sesji zdjęciowych moich klientów z wyjątkowymi zwierzętami z profesjonalnych hodowli. Są to zwierzęta takie jak: jelenie, sowy, wilki, jastrzębie, kruki, papugi. Wykonuję sesje zdjęciowe w całej Polsce i za granicą w pięknych zamkach, pałacach i ogrodach, jak Zamek Moszna, Zamek Kliczków, Hotel 5-ciogwiazdkowy Nosalowy Park Hotel & Spa w Zakopanem, Pałac Baranowice czy Arboretum Wojsławice. Organizuję maratony fotograficzne jako baśniową przygodę w pięknym obiekcie, które poprzedzają zapisy. Cieszą się one ogromną popularnością. Na miejscu mam zawsze autorską garderobę dla pań, panów i dzieci. Współpracuję z dyplomowanymi charakteryzatorami filmowo-teatralnymi, którzy dobierają na miejscu makijaż i fryzurę do kostiumu, np. Indianki, Matki Natury, Aladyna, Wikinga czy Księżniczki. Nasze sesje to niejednokrotnie przygoda i terapia dla ducha i ciała, podczas której można nabrać pewności siebie. Często takie maratony poprzedza wielka gala, która sygnalizuje rozpoczęcie maratonu tj. pokaz mody mojej kolekcji oraz wernisaż wystawy fotograficznej. Goście mogą zapoznać się z moim dorobkiem artystycznym i zobaczyć na żywo stroje w niesamowitej inscenizacji multimedialnej z naszymi filmami w tle z profesjonalnymi modelami. Często współpracuję także z mistrzami florystyki, którzy dekorują scenografię.
R: Patrząc na Twoje osiągnięcia, myśl, która przychodzi mi do głowy, to artystka z głową na karku, pełna pasji, odwagi i świadomości siebie 🙂 A wg Ciebie jakie są najważniejsze cechy przedsiębiorczej kobiety?
MP: Umiejętność nawiązywania relacji biznesowych, która jest przede wszystkim wysoka jakościowo. Najważniejszy jest profesjonalizm i swoboda w pracy. Pasja, która wzajemnie napędza i dopinguje nas jako przedsiębiorców, z którymi mam zaszczyt współpracować. Stworzenie epickiego zespołu z dobrą energią to podstawa, aby stworzyć prawdziwą magię na planie zdjęciowym. Tym samym zafascynować i przyciągnąć klientów. Tego nie da się sztucznie wykreować, każdy to widzi i czuje, a ja fotografuję i tworzę całą sobą na 100%.
R: Bardzo często, osoby przedsiębiorcze, liderki, mają swoje powiedzenia, zdania, które je motywują, nadają kierunek. Czy jest motto, którym kierujesz się w życiu?
MP: Pasja uskrzydla – to moje motto powstało naturalnie w wyniku mojej pracy. Jest moim zawodem i moją życiową pasją, którą zarażam osoby na planie zdjęciowym. Robię sesje z ptakami, często w moich strojach można spotkać elementy piór. Ponadto, jak często słyszę, dodaję ludziom skrzydeł, uskrzydlam ich nie tylko na planie zdjęciowym, ale i duchowo, dodając wewnętrznej siły, wiary w siebie i pozytywnej energii. Klienci, którzy przychodzą na moje sesje, przestają widzieć aparat i zaczynają widzieć siebie. To bardzo mnie buduje. Nie mogłabym dodawać skrzydeł, gdybym nie miała swoich, a te podtrzymuje mój mąż Damian i to on mnie zawsze gorąco dopinguje i wspiera w twórczości, również stając przed kamerą i kręcąc piękne filmy Zielonego Kadru.
Pasją, swoim zaangażowaniem i aparycją zarażam osoby, które przychodzą do mnie na plan zdjęciowy. Często widzę i słyszę, jak wychodzą odmienieni. Granice w naszym umyśle stwarzamy my sami, a kiedy je zwolnimy świat staje przed nami otworem. Bo ileż jest osób, które pragną odejść od biurka i wcielić się w magiczną postać, stać boso w pióropuszu i z jastrzębiem na własnej dłoni, pogłaskać jelenia, będąc ubraną w suknię z długim trenem, być przepasanym czarnym futrem, w drapieżnym makijażu i stanąć oko w oko z puchaczem europejskim czy karmić z ręki wilka. Błysk w oku klienta i to, że wraca, jest dla mnie bezcenne. Pasja uskrzydla.
R: Powiedziałyśmy o cechach i motcie, którymi odznaczają się kobiety liderki. Nie możemy również zapominać o innych, wydawałoby się, drobnych rzeczach, które budują siłę – nawykach. Czy masz takie codzienne nawyki, rytuały, które wspierają Ciebie jako przedsiębiorczą kobietę?
MP: Osiągnięciem absolutnego szczęścia jest radość ze zwykłych, małych rzeczy. Zdrowy i przedsiębiorczy umysł potrzebuje „wody, słońca i powierza”, nie jeden raz, ale każdego dnia. Mój maż jest moimi skrzydłami i codziennie drobiazgi, które przeżywamy wspólnie, są dla mnie wodą słońcem i powietrzem. Gdy jest się spełnionym człowiekiem, kawa smakuje lepiej. Gdy czuję stabilność, bezpieczeństwo i szacunek, a przy tym stoję o własnych siłach, realizując wyznaczone cele. Po otwarciu oczu widzę merdający ogon naszego wilczaka, który zawsze z niespożytą energią i szczerym zaangażowaniem czeka na wspólne przygody.
Ponadto uśmiech, dobre słowo, wspólny spacer po górach czy wspomnienia oglądane w kadrach – to daje mi szczęście. Co roku z mężem tworzymy nawet kalendarz z prywatnych fotografii z różnych imprez, podróży, backstage z sesji czy codziennych chwil, który wzbudza w nas uśmiech, gdy go mijamy w centralnej części domu. Oboje jesteśmy uparci i potrafimy postawić na swoim, ale nie szukamy problemów tam, gdzie ich nie ma. Akceptujemy to, że oboje jesteśmy lwami. Jesteśmy już drużyną i nie trzeba słów, abyśmy się zrozumieli. Czerpiemy radość z każdego dnia i myślę, że ona wzajemnie nas napędza.
