Moda – niekończąca się inspiracja i… zabawa
Moda to świat, któy fascynuje prawie każdą dziewczynkę. Pokazy mody, przebieranie się lub swoich lalek to coś co jest nam znane. Jednak najczęściej na tym się kończy. Niewielka grupa tych dziewczynek dąży do tego, aby w dorosłym życiu rzeczywiście podążyć tym zauroczeniem i działać w ten branży. przykładem takiej osoby jest Iga Szołtysek (https://www.instagram.com/iga_szoltysek/).
Redakcja: Jako małe dziewczynki, często przebieramy się, bawimy w pokazy mody, przebieramy się w mamine ubrania. A jak to było u Ciebie? Kiedy zaczęłaś interesować się modą?
Iga Szołtysek: Jako dziecko nie interesowałam się modą w codziennym sensie. Mama ubierała mnie w ładne rzeczy, ale bardziej przeszkadzało mi to w zabawie niż cieszyło. Wolałam chodzić po drzewach niż martwić się, czy coś się pobrudzi. Za to od zawsze uwielbiałam się przebierać. Wymyślałam własne stroje na bale i szkolne okazje, obwieszałam się biżuterią mamy i tworzyłam różne przebrania z pomocą dorosłych. Dla mnie była to forma zabawy i kreatywnego wyrażania siebie, coś, co zostało mi do dziś.
Moda w sensie ubrań codziennych zaczęła mnie interesować dopiero w okresie pandemii, w 6–8 klasie podstawówki. Zaczęłam wtedy szukać własnego stylu i eksperymentować z wyglądem, żeby lepiej wyrażać siebie. A szycie było ze mną jeszcze wcześniej. Już jako dziecko lubiłam ręczne szycie, między innymi dzięki zajęciom z rękodzieła. W końcu te dwie rzeczy się połączyły. Moją pierwszą sukienkę uszyłam ręcznie w autobusie, jeżdżąc do znajomych. Potem pojawiła się maszyna, manekin, wybór szkoły i wszystko zaczęło się rozwijać.
R: Moda to fantastyczna i kreatywna branża, dająca ogromne pole do popisu, ale też wymagająca. Skąd pasja do projektowania? Co było impulsem, który sprawił, że pomyślałaś „to jest to, co chcę robić”?
IS: Zawsze byłam osobą twórczą i emocjonalną. Przez całe życie znajdowałam różne formy wyrażania siebie, ale to uczucie „to jest moje” towarzyszyło mi od zawsze. Na początku projektowanie było po prostu jednym z wielu hobby, które zaczęłam traktować poważniej, gdy sobie przeanalizowałam, że miało sporo praktycznych plusów jako wybór szkoły. Już wtedy chodziła mi po głowie myśl, że chciałabym kiedyś otworzyć swój sklep z ubraniami.
Z czasem projektowanie zaczęło dawać mi coraz więcej radości. Zawsze lubiłam rysować, ale największy przełom przyszedł chyba w drugiej klasie technikum, kiedy stworzyłam swoją pierwszą kolekcję. Pamiętam myśl: „Pragnę to stworzyć, Napewno to zrobię”. I właśnie tę kolekcję, bardzo emocjonalną i osobistą, pokażę tej jesieni na swoim debiutanckim pokazie.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to, co kocham w projektowaniu najbardziej, to moment, gdy coś, co powstało tylko w mojej głowie i na papierze, nagle staje się czymś realnym. To jak tworzenie życia z wyobraźni.
R: Projektowanie wymaga ogromnej wyobraźni i inspiracji. Co i w jaki sposób inspiruje Cię do tworzenia? Czy jest to nagły impuls, kiedy coś zobaczysz, czy dłuższy proces, który „przerabiasz” w głowie zanim ujrzy światło dzienne?
IS: Jestem osobą, która potrzebuje wielu bodźców wokół siebie, to bardzo wpływa na moje samopoczucie i kreatywność. Inspiracje przychodzą z różnych stron, czasem zupełnie przypadkowo. To może być jedno zdjęcie, fragment piosenki, jakiś cytat, a nawet skojarzenie, które pojawi się znikąd. Taki impuls staje się sercem całego pomysłu.
Kiedy już coś mnie poruszy, wpadam w fazę zbierania wszystkiego, co może ten pomysł rozbudować. Przeglądam zdjęcia, cytaty, filmy, zapisuję luźne myśli, łączę je w głowie. Często opowiadam o swoich skojarzeniach i przemyśleniach bliskim, nie po to, żeby dostać opinię, ale dlatego, że samo mówienie porządkuje mi myśli. Wystarczy, że ktoś mnie wysłucha albo skinie głową, to już jest część mojego procesu twórczego.
Z tego wszystkiego powstaje potem gotowy projekt. Tworzenie to dla mnie zanurzenie się w świecie, który najpierw zbuduję w głowie, a potem zaczynam z niego wyciągać rzeczywistość.
R: Są projektanci, którzy tworzą do określone fasony, które trafiają do ściśle określonych grup połecznych. A jak to jest u Ciebie, czy Twoje ubrania są dla każdego, czy skupiasz się na jakiejś konkretnej grupie odbiorców? Co skłoniło Cię do tego wyboru?
IS: Coraz bardziej czuję, że moja twórczość naturalnie dzieli się na dwie ścieżki, więc chciałabym w przyszłości stworzyć dwie odrębne marki. Pierwsza byłaby dla osób, które uwielbiają wyrażać siebie przez styl, chcą się wyróżniać i nie boją się ubrań, które przyciągają uwagę. Czerpię w niej dużo inspiracji z japońskiej mody alternatywnej, więc to propozycja dla tych, którzy nie odnajdują się w popularnych schematach.
Druga marka byłaby skierowana przede wszystkim do kobiet, przynajmniej na początku. Skupiałaby się na eleganckich ubraniach, zarówno na co dzień, jak i na specjalne okazje. Ale nie byłaby to typowa klasyka, zależy mi na tym, by te ubrania miały w sobie coś wyjątkowego, coś, co sprawia, że nawet codzienny strój jest subtelnie inny i dopracowany. To propozycja dla osób, które cenią elegancję, ale szukają w niej czegoś oryginalnego.
R: Mówi się, że moda zmienia się co sezon, ale zawsze możemy dostrzeć elementy wspólne z minionymi sezonami. Czy myślisz o stworzeniu czegoś nowatorskiego? Jakie są Twoje dalsze plany w rozwoju biznesu?
IS: Na razie jestem na etapie budowania i szukania kierunku. Mam pomysł na dwie odrębne marki, ale wciąż pracuję nad ich tożsamością, szukam tego, co naprawdę będzie dla mnie znaczące i w jaką stronę chcę je rozwijać. Jeszcze nic nie jest na sto procent ustalone, ale powoli wszystko się klaruje. Chcę, żeby to, co stworzę, miało sens nie tylko wizualnie, ale i emocjonalnie, żeby było naprawdę moje.
W najbliższym czasie skupiam się przede wszystkim na tym, by dokończyć moją kolekcję dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. To dla mnie bardzo osobisty projekt, który traktuję jak symboliczny debiut. Jednocześnie przygotowuję się do matury i moim celem jest dostać się na ASP w Łodzi na projektowanie ubioru i kostiumerię.
Za parę lat chciałabym mieć już ukończone studia i być może prowadzić własną markę. Na pewno marzy mi się, żeby zaistnieć w świecie mody, tworzyć rzeczy, które zostają w pamięci i coś ludziom dają, nawet jeśli to „tylko ubrania”.
R: O modzie można rozmawiać godzinami, czerpać inspirację z wielu źródeł i puszczać wodze wyobraźni. Powiedz, czego Ci życzyć w Twojej drodze zawodowej?
IS: Myślę, że najbardziej potrzebuję samodyscypliny, żeby potrafić działać nawet wtedy, gdy brakuje weny albo wszystko wydaje się zbyt trudne. Chciałabym też odnaleźć balans między twórczością a odpoczynkiem, emocjami a spokojem. I odwagi, żeby iść do przodu mimo niepewności, nie porównywać się za bardzo z innymi i wierzyć w swoje pomysły, nawet jeśli jeszcze nie wszystko jest dopięte. To są rzeczy, których sobie życzę i które, mam nadzieję, będą mnie prowadzić dalej.
